Lepszy prawdziwy wróg, niż fałszywy przyjaciel. To prawda, która potwierdza się bardzo często. Teraz, po raz kolejny, w naszych relacjach z USA. Kwestia tarczy, poświęconej przez amerykańską administrację dla ocieplenia stosunków z Rosją (oraz po części z przyczyn finansowych, co akurat łatwiej przełknąć). Natomiast przełknięcie takich rzeczy jakie zdarzają się na granicy, to już trudna sprawa. Śmieją się z nas nie tylko Amerykanie, ale ponad pół Europy, że nie potrafimy załatwić z naszym "sojusznikiem" nic konkretnego. I taka jest smutna prawda...
Nasi żołnierze, których życie poświęciliśmy w Iraku czy, którzy giną w Afganistanie dla urojonej walki z terroryzmem, czy bezgraniczna gotowość do poświęceń w imię sojuszu, jaki ma to dziś sens? Jesteśmy, ba zawsze byliśmy, niepoprawnymi romantykami. Realia są takie, że w zamian za gotowość służenia Stanom Zjednoczonym "na gwizdek" otrzymaliśmy trochę złomu (zdezelowane samoloty F16).
Prozaiczna, wydawałoby się, sprawa wiz nie została załatwiona przez kilkanaście lat. Teraz funkcjonariusze służb granicznych USA odsyłają do domu pół zespołu Zakopower, jadącego w trasę koncertową, traktując przy tym Polaków w sposób skandaliczny.
Oczywiście, ktoś powie, że to incydent, który może się zdarzyć wszędzie. Znamienne jest to, że dotyka to naszych obywateli właśnie obecnie, kiedy pojawiają się głosy o konieczności zrewidowania naszej polityki wobec USA. Wiernopoddaństwo, które w niej od lat dominuje, winno ustąpić miejsca realizmowi. Mamy ważne, strategiczne miejsce w Europie. Nie łudźmy się, że Amerykanie nie poświęcą nas w imię "wyższych celów". Pragmatyzm, kojarzony przez obecną administrację USA m.in z koniecznością poprawienia stosunków z Rosją, nie pozostawia złudzeń. Kryzys zaufania do naszego partnera za oceanem wszedł w fazę, w której rozpoczęcie budowy nowej polityki wobec USA powinno rozpocząć się niezwłocznie. Mamy szansę, dokąd jeszcze istnieje Unia Europejska i możemy odgrywać w niej jakąś rolę. To oczywiście marzenie, aby mieć polityków, którzy zadbają o interes swojego kraju, a nie o doraźne apanaże, ale z pewnością można coś jeszcze "ugrać".
Nie znaczy to, że należy się od partnera zza oceanu natychmiast izolować, ale pokazać, że jesteśmy poważni i chcemy, żeby nas tak traktowano. Zacieśnienie sojuszu z krajami środkowo-europejskimi wydaje się być na dziś opcją lepszą niż poleganie na USA, które mogą z daleka pogrozić palcem, ale chętnie tu nie przybędą. Wysokie koszty, spore ryzyko, no i po co się Rosjanom narażać?
więcej o kryzysie na stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz