piątek, 7 sierpnia 2009

W czyich rękach przyszłość złotego?

Przeczytałem właśnie komentarz M.Knittera, dziennikarza Money.pl. Streścić go można, krótko: z naszą walutą można zrobić wszytko, o czym przekonaliśmy się kilka miesięcy temu i przyszłość złotówki nie leży w naszych rękach...

W zasadzie, należałoby się zgodzić z tą smutną konstatacją, ale mam dobrą wiadomość ;-)
Przyszłość innych walut, włączając w to euro i dolara, również nie leży w naszych rękach... to może też nie najlepsza informacja. Dobrze, więc może tak: przyszłość innych walut także nie leży w rękach ich emitentów.

Przypominam tu ponownie casus próby obrony funta brytyjskiego z początku lat 90-ych ubiegłego wieku. Pan George Soros się zaparł, postawił na swoim i bank centralny nie był w stanie zrobić nic.

Obecnie sytuacja jest podobna, ponieważ tak naprawdę, to kilkanaście rodzin oraz ich przyjaciół może decydować o sytuacji finansowej tego świata. Nie wszyscy rozumieją, że FED, czyli Rezerwa Federalna, uważana za Narodowy Bank USA, nie jest tym samym co NBP w Polsce. To jest kapitał prywatny oligarchów finansowych, pożyczony Stanom Zjednoczonym i jego niezależność nie jest w praktyce zbliżona do niezależności NBP. Tam niezależność banku jest pełna i absolutna. To tak, jakby u nas Rząd pożyczył, dajmy na to, pieniądze np. od Citi Banku i miał tam swoją rezerwę, a odpowiednikiem pana Bernake, byłby prezes Citi, który troszczyłby się oczywiście o te pieniądze, ale bynajmniej nie dlatego, że może jakimś błędem "wywalić" całą gospodarkę państwa. Martwiłby się, ponieważ jego prawdziwymi zwierzchnikami byliby właściciele kapitału Citi Banku...

Tak więc, jeśli kilku, lub lepiej, kilkunastu panów (i pań, ale jednak głównie panów), zbierze się i postanowi, że za kilka dni trzeba obniżyć kurs euro, to obniżą, proszę mi wierzyć... NIE MA takiej waluty, która posiadałaby zabezpieczenie przed tego rodzaju operacjami, za wyjątkiem walut całkowicie lokalnych, bo oczywiście, na nie wpływ z zewnątrz jest dość mocno ograniczony, ale też trudno sobie wyobrazić, że nagle "rodzina" - żeby jakoś nazwać bardziej przyjemnie grupę trzymającą władzę nad kapitałem światowym, nagle decyduje się "wysadzić w powietrze" np. kubańskie peso... Po co? Zresztą oni chętnie przyjęliby w zamian dolary czy euro ;-) prawdopodobnie w każdej ilości.

Tak więc możemy być spokojni, przyglądając się rosnącej ponownie w siłę złotówce. Ona sobie podrośnie, aż do czasu, kiedy spekulanci postanowią zrobić sobie przerwę w "inwestowaniu" na polskiej giełdzie. Wtedy popyt na złotówkę osłabnie tym bardziej, im "inwestorzy" będą się szybciej "zwijać". Ostatnio hasło do odwrotu było dość oczywiste, ponieważ słowo "kryzys" odmieniano przez wszystkie przypadki. A jak kryzys i ponosimy straty, to jest taki zwyczaj w grze giełdowej, że "zamyka się pozycje" (takie ładne określenie) na tych rynkach, które są bardziej "egzotyczne". Może polska giełda już tak nieprzewidywalna i "płytka" jak przed 10-ciu laty nie jest, ale nadal jeszcze jej trochę do Londyńskiej brakuje...

Osobiście nie spodziewam się w najbliższym czasie aż tak spektakularnych ruchów złotówki, ale kto wie. Panowie z Goldman Sachs dostali od rządu Ameryki już tyle środków, a przy tym tylko w ostatnim kwartale zarobili ponad 1,5 mld "zielonych", więc zawsze mogą wpaść na jakiś "oryginalny" pomysł...

W każdym razie cieszmy się, że złoty jest póki co nieco mocniejszy i że jeszcze nie mamy euro... To może temat drażliwy, więc zostawiam go na inną okazję.





więcej o kryzysie na naszej stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz