środa, 5 sierpnia 2009

Miłe złego początki... i inne przysłowia

Patrzę z niepokojem, jak znów, z małymi przerwami wzrastają ceny akcji. Niby dziś NYSE wygenerowała ponoć sygnał sprzedaży, ale prawdopodobnie po korekcie znów się zacznie "wspinaczka". Ludziska wyposzczone. Zewsząd słychać tylko: "kryzys, w kryzysie, o kryzysie, z kryzysem, na kryzys" itd... No, to znaleźli sobie miejsce gdzie powiało optymizmem. Te powiewy skądś już są nam znane, prawda?

Nie da się na dłuższą metę "pompować" biznesu poprzez giełdę. Inaczej mówiąc, pomnażanie pieniędzy w taki sposób jest bezproduktywne dla państwa. No, może konkretni państwo, dajmy na to Państwo Kowalscy, którzy akurat mieli nieco wolnej gotówki i postanowili ją "zainwestować", będą zadowoleni, bardziej lub mniej przejściowo. Tzn będą tym bardziej zadowoleni, im później, ale nie nazbyt późno, uda im się wyskoczyć z pociągu widmo pod nazwą "kolejna bańka giełdowa". Dla inwestorów instytucjonalnych, zwłaszcza tych z poważnym, spekulacyjnym kapitałem zagranicznym, jest to sposób na pomnażanie aktywów, przy czym często nie są to ich własne środki, ale ich klientów i jak się nawet coś "omsknie", to się wyłgają, nieco odrabiając na innych rynkach finansowych. Natomiast dla wspomnianego Kowalskiego, jeśli nie bardzo wie o co chodzi, jest to sytuacja porównywalna z całowaniem lwa w d... - Ryzyko duże, przyjemność żadna... No, chyba, że ktoś gustuje w takich zabawach, tzn kocha hazard.

A ryzyko, moim zdaniem, jest coraz większe. Jeśli na rynku nie widać ewidentnych oznak ożywienia, to przy kurczącej się gospodarce, giełda nie pomoże. Zasadniczo, rynki finansowe powinny być barometrem kondycji ekonomicznej państw. Stało się jednak tak, że po oderwaniu emisji pieniądza od parytetu jakiegokolwiek surowca, giełdy postrzegane są już od lat, jako jeden z podstawowych sposobów pomnażania pieniędzy. Efekt takich działań w USA już poznaliśmy. Peter Schiff, ekonomista amerykański, przewidział co się stanie i głośno o tym mówił już w 2005 i 2006 roku, ale wówczas wszyscy pukali się w czoło i nikt nie traktował go w mediach poważnie. Teraz Ci, co myśleli, że można gospodarkę "napędzać" giełdą, liżą rany, licząc straty. Wielu odebrało sobie życie. Cóż, mega-pesymistów nie brakuje... Ale realia są takie, że kolejnej bańki może nie przetrzymać wielu Kowalskich. Ci, którzy ponieśli straty w tzw "realu", bo im podrożał pieniądz przy imporcie, czy skurczył się rynek, albo efektownie, lecz nie efektywnie "popłynęli" na opcjach walutowych, mogą próbować odbijać straty. Jak mówi stare przysłowie "Ojciec bił syna nie za to, że przegrał, tylko za to, że chciał się odegrać"... Dzisiejsi "inwestorzy" giełdowi wolą raczej powtarzać jak mantrę inne, np.: "Nic dwa razy się nie zdarza", albo "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Przecież już gdzieniegdzie media odtrąbiły koniec kryzysu.

Zyski mogą być nawet całkiem spore, bo odreagowanie po dużych i długotrwałych spadkach zwykle jest dość intensywne. Ci, którzy nie będą pazerni, już swoje zarobili, więc mogą, jak to mówi się w żargonie finansowym "skrócić pozycję" i nie ryzykować wszystkiego. Gorzej z tymi, którzy się wahali dłużej i powoli zbierają się do wejścia na rynek. Być może potencjał wzrostowy jeszcze istnieje. Wzrost wartości złotego pokazuje, że popyt inwestorów spekulacyjnych jest dość duży, ale jeśli bańka za oceanem pęknie, to i u nas nie będzie czego zbierać.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że media manipulują nie do końca świadomymi tego, co się dzieje ludźmi, sugerując że, jak mawiał Adam Małysz, "idzie ku lepszemu".

Patrząc na ruchy pozorowane naszego rządu, który pakiet antykryzysowy co i rusz tak poprawia, że mniejsi przedsiębiorcy mają coraz trudniej, być może tym, co mają jeszcze nieco gotówki, należałoby doradzać wyłącznie grę na giełdzie, albo jakiś inny hazard, skoro w uczciwy sposób zarobić nie sposób... Oto dalsze, wprowadzone tym razem przez wiceministra finansów, "ulepszenia" ustawy pomocowej, likwidujące bony towarowe i wprowadzające zmiany do ustawy o podatku dochodowym, eliminują z rynku kolejne izby gospodarcze, zrzeszenia kupieckie i małe firmy, wspierając handel wielkopowierzchniowy. Czyli normalnie. Jak rząd mówi, że udzieli jakiejś pomocy, to zwykle będzie to "koło w czoło".

Reasumując dzisiejsze refleksje - jeśli ktoś myśli, że przy kurczącej się gospodarce należy stawiać na spekulacje giełdowe, a dopiero zaczyna się w to "bawić", to warto przypomnieć mu tytułowe przysłowie "Miłe złego początki..." żeby potem nie tłumaczył się rodzinie, że "Na pochyłe drzewo..." itd...



więcej o kryzysie na naszej stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz