Weekend, dni świąteczne, a więc przerwa, w pisaniu również, bo czas jakiś taki leniwy... może przez tę temperaturę... a może po prostu brak tematów? Jak to? W sezonie ogórkowym? - mógłby ktoś zapytać. Faktycznie, sport trochę zdominował ostatnie dni bardziej niż polityka. Nasi ze zmiennym szczęściem, ale ogólnie nieźle. Do tego jeszcze ten fantastyczny rekord Jamajczyka na setkę. Było na co popatrzeć.
A w Polsce wyczekiwanie. Kupią, czy nie kupią stocznię. Toż, to posada ministra się chwieje, a i wadium niczego... 8 melonów euro. Właściwie, to patrząc na to obiektywnie, najlepiej żeby nie kupowali. Można by za jednym zamachem dwie pieczenie upiec - pozbyć się ministra i "przytulić" całkiem niezłą sumkę... Ten Tusk nieźle kombinuje, ale egzotyczny inwestor chyba tak łatwo się nie podda, w końcu to jednak parę złotych, tzn euro, a złotych, to nawet dwie pary. Zobaczymy. Już niewiele godzin zostało. Na moje oko, będą chcieli jeszcze przeciągnąć sprawę o kilka dni i rząd się zgodzi, bo co mu szkodzi (wcale nie czuję, kiedy rymuję)... Kolejnego inwestora w zanadrzu nie ma, więc cierpliwość jest wskazana, a na kryzys się raczej nikogo nie złapie, bo to słaby argument, wszędzie go pełno.
Jutro obiecałem coś o euro, może będzie okazja napisać też coś o transakcji związanej ze stocznią, ewentualnie o jej braku, na co na razie stawiam w ciemno.
więcej o kryzysie na naszej stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz