Dziś króciutko, żeby nie zanudzać. Złotówka nam rosła bardzo ładnie w siłę, jak to głosiło niegdyś hasło za komuny: "by ludzie żyli dostatniej", czy "dostali żytniej", w każdym razie jakoś tak... Ma się rozumieć, rosła ostatnio, a nie za komuny. Tym nie mniej dziś nastąpiła przerwa i czegoś osłabła nieco. Jakie to ma znaczenie?
Portal Money.pl wyliczył szybko, że od lutego do dolara nasza waluta umocniła się o 37%, do franka szwajcarskiego o 23%, a do euro o ponad 19%. To oznacza, że np. za pokój w dobrym hotelu na Costa Brava zapłacilibyśmy dziś o 700 zł taniej niż w lutym, przy tej samej cenie w euro (bo oczywiście teraz pokoje są droższe niż ponad 5 miesięcy temu). Dla eksporterów jest to sytuacja niekorzystna, aczkolwiek znacznie gorsze są gwałtowne skoki. Przewidując pewien trend można się częściowo zabezpieczyć, nie tylko instrumentami finansowymi, co tanie wcale nie jest, ale też uwzględniając wzrost w cenie towaru. Nie oznacza to, że producent może sobie nagle podnieść cenę o 20% i uzyska podobny popyt, zwłaszcza w czasie recesji... ale kilka procent można uwzględnić. Poza tym eksporterzy są często również importerami, gdy produkcja wymaga komponentów czy surowców z innej strefy walutowej i wówczas tu się nieco straci, a tam nieco zyska i finalnie wygląda to nie najgorzej. Operowanie marżą również jest wkalkulowane w prowadzenie działalności.
Na mocniejszej złotówce zyskują oczywiście konsumenci, ponieważ często przekłada się to na obniżenie cen różnych dóbr, także w kraju, choć nie jest to normą. Wystarczy popatrzeć na ceny paliw, które przecież powinny były stanieć po załamaniu się cen światowych kilka miesięcy temu, o około 2/3, a przecież tak się nie stało... Teraz paliwa znów zdrożeją, ponieważ zmieniła się cena za baryłkę i skok o 13% będzie się pewnie szybko przekładał na wzrost ceny detalicznej. Na szczęście nie wszędzie jest monopol.
Tak więc nie niepokoiłbym się bardzo o eksporterów, za to uważniej proponuję się przyjrzeć korelacji kursu naszej waluty z giełdą papierów wartościowych. Gwałtowny ruch w dół może oznaczać, że inwestorzy zaczynają się "pakować". Po sprzedaży akcji wymieniają po prostu złotówkę na bardziej odporne (jak na razie) na zmiany kursu waluty.
Analitycy mówią: "Spokojnie, to tylko korekta". Miejmy nadzieję, że się nie mylą. Akcje wzrosły w ciągu ostatnich 5 miesięcy już dość poważnie i dały zarobić często nawet po kilkadziesiąt procent. Musi przyjść moment, w którym rozważni (albo lepiej poinformowani) spekulanci powiedzą STOP. I wtedy znów zobaczymy "magiczną" zmianę wartości złotówki. Mimo wszystko lepiej mieć złotówkę, ale o tym dopiero w poniedziałek.
więcej o kryzysie na naszej stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz