poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Kryzys nie ekonomiczny...

Po przerwie, nieco wymuszonej zdrowotnie, chciałem zabrać głos w sprawie związanej z innym kryzysem... Leżąc przed telewizorem z racji samopoczucia, które bym określił jako stan pomiędzy anginą, a świńską grypą, patrzyłem na transmisję z obchodów 65 rocznicy powstania warszawskiego i naszła mnie pewna refleksja.

Z jednej strony ludzie pamiętają o tych, którzy bez wahania oddali życie, w nierównej walce, co nawet jest pewnym eufemizmem, bo np. kilkanaście sztuk broni na dziesięciokrotnie więcej osób w oddziale (a tak było bardzo często), przy uzbrojeniu Niemców "po zęby", nie mówiąc o wyszkoleniu, to przecież przepaść. Z drugiej strony opinie, że nie należy świętować klęski, że to błąd, że bzdura itd... To zasmucające, bo świadczy o kryzysie patriotyzmu, kryzysie wartości, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Ktoś może powiedzieć, że nie jest źle, bo przybyło dużo młodych ludzi i to w wielu miejscach Warszawy, gdzie odbywały się uroczystości. Jednak jakiś niedosyt pozostaje. Myślę, że uczynienie dnia 1 sierpnia świętem narodowym nie spowoduje jakiegoś wzrostu patriotyzmu. Raczej wzrost liczby wypadków, w kolejny przedłużony weekend... Choć może nieco przesadzam, to mimo wszystko sądzę, że dalece większy pożytek płynie z takich inicjatyw jak muzeum, kameralne uroczystości w licznych miejscach, emisja dobrego dokumentu czy fabuły w telewizji, niż dzień wolny, który za 20 lat, kiedy nie będzie już żywych świadków tamtych zdarzeń, stanie się po prostu okazją do wypoczynku, a świętować będą nieliczni, częściej z obowiązku niż potrzeby.

Mnożenie świąt państwowych ponad miarę sprawia, że następuje ich dewaluacja. Może to prowokacyjne stwierdzenie, ale proszę przeprowadzić ankietę i zadać młodym ludziom pytanie co dla nich oznaczają daty: 13.IV, 1-2-3 V, 9.V, 1.VIII, 15.VIII, 31.VIII, 1.IX, 27.IX, 11.XI - kiedy to obchodzimy ważniejsze święta państwowe. Oczywiście, nie każde jest dniem wolnym od pracy, może na całe szczęście. W USA jest zasadniczo jeden taki dzień, 4.VII i jeśli zapytać nawet mało rozgarniętego Amerykanina o co chodzi, to prawdopodobnie będzie (mniej więcej) zorientowany.

Nie deprecjonuję ważności wymienionych dat, ale tak na prawdę, to ilość nie przechodzi w jakość, jeśli chodzi o wiedzę oraz to, co z tej wiedzy ma wynikać. Mam wrażenie, że w Polsce poczucie patriotyzmu buduje się przede wszystkim w rodzinach, a nie udziałem w licznych "oficjałkach". Szkoła ma pewne znaczenie, nawiasem mówiąc mogłaby mieć większe, ale zwykle bywa tak, że w święto idzie się do kina na film mniej lub bardziej luźno powiązany z daną rocznicą. Oczywiście, część młodzieży traktuje taki dzień, jako prezent i nie integruje się z klasą, a jeżeli już, to tylko z jej częścią w jakimś zupełnie innym miejscu...

Kiedy się spojrzy na ostatnie badania (raport CBOS z 11.2008r), to okazuje się, że już z definicją słowa "patriotyzm" są problemy. Dla 3% jest to samoświadomość, właściwie to samo, co tożsamość narodowa, dla podobnej grupy "patriotyzm" to troska o kraj, myślenie o ojczyźnie w kategoriach zobowiązania. Prawie 1/4 uważa, że jest to praca dla dobra kraju. Dla 23%, to miłość do ojczyzny, traktowanie jej jako najwyższej wartości. Dla 15%, to poczucie więzi z krajem, przywiązanie do ojczyzny. Blisko 13% badanych jest zdania, że chodzi o działania pożyteczne dla Polski, a 5%, że poświęcenie się dla państwa, podporządkowanie prywatnych interesów dobru kraju. Co ósmy Polak (13%) podkreślał aspekt walki za ojczyznę, możliwość oddania życia w obronie kraju. Podobna grupa uważa, że chodzi o zachowanie pewnej ciągłości, tradycji, pamięć o historii kraju, celebracja świąt państwowych, a tylko dla 2% ankietowanych "patriotyzm", to znajomość kultury swojego kraju, dbanie o nią, szczególnie o język. Tyle samo respondentów uważa, że istotą patriotyzmu jest wychowanie, przekazywanie wartości, w tym także narodowych. Mówiono też o wychowaniu w szerszym kontekście, jako wychowania obywateli, społeczeństwa. Co ciekawe, dla 5% są to pewne elementy takie jak: bycie dobrym obywatelem (1%), uczciwość i przestrzeganie prawa (3%), służba wojskowa (0,2%), płacenie podatków (0,2%).
Zwracam szczególną uwagę na ten ostatni element. Jak widać jego "waga" dla poczucia patriotyzmu jest w praktyce bez znaczenia. Czyż nie jest zastanawiające, że ludzie chętniej oddadzą życie za kraj (13%), niż będą płacić podatki? Właściwie jest to w pewien sposób oczywiste, ponieważ przeciętny obywatel czuje, że podatki są ze strony państwa działaniem opresyjnym i niesprawiedliwym, za to walka w obronie kraju, to zupełnie co innego. Walka jest zaszczytnym obowiązkiem, płacenie podatków smutną koniecznością... I nic nie pomoże tłumaczenie, że część z nich idzie na wojsko, które w razie czego będzie oddawać życie w naszym imieniu, czasem akurat nie za Polskę, tylko Irak lub Afganistan, ale to nie ważne. Podatki są złe i koniec.

Wracając do mojej głównej tezy, wydaje się ona znajdować potwierdzenie w badaniach, jako że celebracja świąt państwowych jest, z punktu widzenia rozumienia patriotyzmu, istotna tylko dla 13% badanych. Oczywiście, można spojrzeć na to inaczej i stwierdzić, że to ponad 1/8 Polaków. Myślę, że ważniejsze niż mnożenie świąt są działania edukacyjne, a te w domu, w szkole czy w mediach można i należy prowadzić częściej niż kilka razy w roku. W przeciwnym razie będzie tak jak w opowiadanym pod koniec lat 70-tych dowcipie: "Jasiu, co wiesz o powstaniu listopadowym? -Tak dokładnie, to nie wiem, pani profesor, ale szykują się, szykują..."








hot24 Exes - dobry katalog Edwin.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz