poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Coś na Katarar i powiew optymizmu...

Rząd, jak już się wyleczy z Kataru, to prawdopodobnie na dłużej... Minister Grad powiedział, że sumienie ma czyste. To dość odważna koncepcja, bo czyżby tak łatwo można było wśród polityków znaleźć tego jednego "sprawiedliwego"? Teraz los stoczniowców znów w rękach komisji UE, a ta, prawdopodobnie, żeby uwolnić już pana premiera od kolejnych miasteczek namiotowych i ewentualnej okupacji jego willi, raczej się zgodzi na kolejny przetarg. W końcu jest tam też "nasz człowiek". To nie oznacza oczywiście, że wszystko się dobrze skończy, bo znalezienie inwestora, który kupi stocznie z 400-osobową "premią" raczej nie będzie łatwo. Zaryzykuję twierdzenie, że bez dużej subwencji rządu (czytaj bez kolejnego opodatkowania obywateli), raczej chętnych nie będzie.

Wyjściem jest to, co proponowałem już wcześniej, a co należało zrobić pewnie kilka lat temu, czyli sprzedać stocznię z licytacji. Uzyskana kwota mogłaby wówczas spokojnie wystarczyć na solidne odprawy dla pracowników oraz dałaby szansę zatrudnienia, kto wie, czy nie zbliżonej liczbie osób w miejscu nowej inwestycji. Nawet gdyby powstało tam centrum handlowe, to też ktoś musiałby je wybudować, ktoś obsługiwać logistycznie, ktoś sprzedawać oraz ktoś wynajmować powierzchnię i zatrudniać kolejne osoby... Trudno zakładać, że inwestor posadziłby tam kukurydzę, chociaż to jego prawo. Tymczasem rząd będzie przestępował z nogi na rękę, udając, że jest wielkim przyjacielem stoczniowców i nie zostawi ich na lodzie i być może, za nasze pieniądze, faktycznie spróbuje im pomóc. Co by nie zrobił, to i tak niezadowolenie będzie ogromne, a więc jak to mówią: "Jak się nie obrócisz i tak d... z tyłu".

A teraz z zupełnie innej beczki. Dziś odbył się w Gdańsku, transmitowany przez TVP, wielki test z historii II wojny światowej. Pytania były łatwe tylko do połowy, potem zaczęły się "schody". Mimo wszystko wynik napawa optymizmem, bo wielu młodych ludzi przekroczyło 50% poprawnych odpowiedzi (w Trójmieście średnia wyniosła około 63%).
Zatem nie jest najgorzej z tą wiedzą historyczną, zwłaszcza, że wygrał 18-tek, który otrzymał w nagrodę 35 tyś. złotych. I to jest dobra metoda na przybliżanie wiedzy. Szkoda, że Telewizja zrezygnowała z Wielkiej Gry, bo każdy teleturniej wiedzowy, nawet jeśli ma niższą od jakiejś głupawej zabawy losowej oglądalność, jest potrzebny.

Deficyt wiedzy nie musi przekładać się wprost na stan gospodarki, ale jednak lepiej żyje się ze świadomością, że nie mieszkamy w kraju kompletnych ignorantów i wielki kryzys intelektualny jeszcze nam nie grozi. Porażający był przykład niewiedzy studentów historii w stolicy USA. Myślę, że gdyby zapytano u nas ucznia szkoły podstawowej o fakty związane z powstaniem Stanów Zjednoczonych i wojnę secesyjną, to wynik byłby wielokrotnie lepszy. Cóż, być może w tym przypadku byt kształtuje świadomość... Oni zdecydowanie są za tym, żeby mieć. U nas jest jeszcze trochę tak, że do końca nie wiadomo, czy lepiej być, czy mieć. Taki relikt socjalizmu.

Miejmy nadzieję, że to nie jedyny powód, żeby się uczyć. Nie tylko historii...



więcej o kryzysie na naszej stronie: nakryzys.com,
a jeśli ktoś chce koniecznie wziąć jakiś kredyt, to zapraszam do porównania ofert w naszym "miasteczku" Bankowo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz