Niestety, to już koniec dobrych wiadomości. Perspektywa podniesienia podatków, na razie odsuwana w czasie, staje się jak najbardziej realna. Rząd, chcąc wykonać, jak twierdzą niektórzy, "skok na bank" i to w dodatku na bank centralny, obnaża faktyczny stan finansów w kraju. Idąc tropem czarnego humoru, obserwowanego na forach finansowych, można by powiedzieć, że w sumie Rząd celuje słusznie, ponieważ to może być jedyny bank, który jeszcze ma jakieś pieniądze ;-)
A tak całkiem serio, to obiecałem wczoraj, że będzie nieco o kryzysie i jego perspektywach. W takim razie proszę bardzo.:
1) Uważam, że kryzys potrwa znacznie dłużej niż sądzą optymiści. Co to znaczy ? - Wg mnie, to znaczy dłużej niż przeciętny kryzys, który, historycznie rzecz biorąc, występuje mniej więcej co dekadę i trwa 2 do 3 lat. Obecny, moim zdaniem, potrwa prawdopodobnie 5-6 lat, chociaż jego charakter będzie się zmieniał, do czego jeszcze wrócę niebawem.
2) Co wskazuje na taki przebieg kryzysu? Oczywiście, specjaliści mogą uznać to za wróżenie z fusów, bo nikt nie da sobie obciąć końcówki, że kryzys skończy się na pewno np. 15.05. 2014 roku... Chyba też bym nie zaryzykował ;-) Tym nie mniej, obecnie wygląda to gorzej niż zwykle, ponieważ:
- znaleźliśmy się w wyjątkowo niekorzystnej sytuacji kryzysu globalnego. Od kryzysu wolne są i to też nie całkiem, kraje, które posiadają duży rynek wewnętrzny, jak np. Chiny, które zresztą notują przyrost PKB już od ponad ćwierćwiecza i to przyrost nie mały, bo średnio ok 10%. Za to w większości państw europejskich wygląda to bardzo źle, a średni spadek PKB przewidywany w tym roku to -4,5%, ale raczej z tendencją do dalszego obniżenia (w styczniu prognozowano -1,8%). W krajach Azji średni spadek PKB -4,7%.
- rośnie wszędzie deficyt budżetowy - w Polsce przekroczy w tym roku dwukrotnie normę okresloną w traktacie z Maastricht (3%), a w 2010 ma być już 7,3%. To są założenia, które uwzględniają, że Rząd skądś zdobędzie pieniądze na częściowe sfinansowanie deficytu. Jak pokazał dzisiejszy wywiad z ministrem Rostowskim, wygląda to źle, bo bank centralny stawia opór (moim zdaniem słusznie preferując ostrzejsze kryteria)
- Szacowana liczba miejsc pracy w UE zmniejszy się o końca 2010 roku o ok. 8,5 mln, czyli tylko o milion mniej niż liczba miejsc utworzonych w latach 2006-2008.
- Według prognozy Banku Światowego z końca czerwca, gospodarka na świecie skurczy się w tym roku o blisko 3%.
Tak wygląda w skrócie otoczenie, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych, bo tam deficyt budżetowy wyniesie prawie 13% PKB, a zadłużenie zbliża się w szybkim tempie do 100% PKB (rośnie o 3,9 mld dolarów dziennie).
Oczywiście, nikomu nie zależy, żeby ogłosić bankructwo USA, które faktycznie właśnie następuje, bo to spowodowałoby nieobliczlne konsekwencje finansowe dla świata. Jednak może się zdarzyć, że ktoś powie w końcu: "Sprawdzam", a może to zrobić kilka państw całkiem skutecznie. Np. Chiny są największym wierzycielem USA i moga go zasypać papierami dłużnymi, które kupili... tylko po co im te tracące z każdą chwilą wartość dolary. Piszę "tracące wartość" celowo, bo cały czas są dodrukowywane, a pokrycie stanowi jedynie wiara, że ich wrócą kiedyś do swej świetności, choć nic już nie uzasadnia takiego scenariusza. Na razie kurs nie spada, ale to tylko kwestia czasu.... Mamy nadzieję, że w ciagu tych 2-3 lat nic takiego się jednak nie wydarzy, chociaż gdyby dolara dało się zastąpić mocną walutą, o dużej płynności (Euro jest też brane pod uwagę), to kto wie...?
To oczywiście scenariusz, w którym świat w kryzysie pozostałby znaczniedłużej. Do tego, jak zauważają historycy, na końcu każdego większego kryzysu jest jakaś wojna, ale zostawmy aż takie czarnowidztwo.
Wróćmy do Polski. Co może zrobić Rząd aby uchronić kraj przed recesją i wzrostem bezrobocia? Moim zdaniem, na razie niewiele. To wymaga poważnych, kilkuletnich zmian. Takich jak choćby:
- reforma ZUS
- likwidacja KRUS
- likwidacja licznych agencji i agend rządowych, które przejadają pieniądze duplikując funkcje ministerstw
- reforma służby zdrowia
- obniżenie podatków pośrednich i bezpośrednich
żeby wymienić tylko te najpotrzebniejsze... A tego nie da się zrobić. Po części z przyczyn politycznych (np. nie zlikwiduje się KRUS dokąd PSL jest koalicjantem), po części z przyczyn ekonomicznych (nie obniży się podatków, kiedy kasa jest pusta). Zmiana systemu musi mieć okres przejściowy (tzw. vacatio legis - minimum 3 miesiące do wejścia w życie ustawy), ale ustawy budżetowe mają specjalne terminy, a do tego wcześniej musi być konsensus polityczny, bo niektóre posunięcia wymagają zmian kilku do kilkudziesięciu ustaw, a czasem konstytucji... Wpływy przy obniżeniu podatków zwykle wzrastają znacznie, ale dopiero w drugim i kolejnych latach, a wcześniej mogą się nieco obniżyć. Na to jednak Rząd pozwolić sobie już nie może.
Zatem pat, który pozwoli jedynie na bieżące, doraźne krekty i łatanie dziur. Tyle, że to łatanie będzie wyglądało podobnie do stanu naszych dróg po zimie, kiedy liczba pułapek ominiętych równa jest w przybliżeniu ilości tych, w które i tak wpadniemy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz