niedziela, 19 lipca 2009

O Amero - ciąg dalszy...

Tak więc kontynuując wczorajsze rozważania... Start bez obciążeń nie byłby, choćby z politycznego punktu widzenia, możliwy, bo chcąc ratować resztki wiarygodności, musiałyby Stany Zjednoczone przejąć przynajmniej część dawnych zobowiązań finansowych, ale to już pozwoliłoby na znaczne oszczędności...

Czy taki wariant jest możliwy? Musiałoby być spełnione co najmniej trzy warunki:
1) zmiana zapisów konstytucji, które pozwoliłyby na wprowadzenie nowej waluty do obrotu, chociaż to akurat nie jest takie pewne.
Art 1 par. 8 konstytucji określa, że Kongres ma prawo m.in. - bić monety, określać ich wartość oraz wartość walut zagranicznych, ustalać jednostki miar i wag; Co może oznaczać również, że będzie to zupełnie inna waluta niż dolar. Wprawdzie na rynku wewnętrzym funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych kilka lokalnych walut np. Dolar Liberty, Dolar Phoenix czy Ithaca Hours, ale wprowadzenie nowego pieniądza, zamiast obowiązującej w kraju waluty, to chyba jednak sprawa poważniejsza.
Gdyby okazało się, że zmiana konstytucji jednak jest wymagana, to wówczas potrzebne by było 2/3 głosów obu izb parlamentu, a potem 3/4 stanów musiałoby te zmiany zaakceptować w określonym czasie, zazwyczaj w ciągu 2 lat. Przy takiej interpretacji Amero mogłoby się pojawić najwcześniej w 2012 roku.
2) nowa waluta powinna zapewnić płynność obrotu.
W 2008 roku w obrocie znajdowała się kwota blisko 900 mld dolarów, przy czym jest to tylko fragment większej całości, bo przecież tylko środki przeznaczone przez rząd i bank centralny w USA na walkę z kryzysem przekraczały 14-krotnie tę kwotę. Wg The CIA Fact Book łączna ilość dolarów na świecie przekroczyła 55 blionów, z czego ok. 35 bilionów to instrumenty finansowe. Trudno byłoby wprowadzić do obiegu zbliżoną ilość nowej waluty, chociaż euro było już "przymierzane" do roli realnego konkurenta dolara...
3) musiałyby ją zaakceptować te kraje, z którymi USA prowadzi największą wymianę towarową tzn. Chiny, Kanada, Meksyk, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania i niektóre kraje arabskie (ropa). Wprawdzie kwestia waluty jest suwerenną sprawą kraju emitenta, ale w tym przypadku można sobie wyobrazić sytuację, w której kilku partnerów odmówiłoby przyjmowania nowej waluty i byłby poważny kłopot...

Wydaje się, że wprowadzenie Amero lub jakiejś innej waluty zamiast dolara, jest możliwe, ale prawdopodobnie inicjatywa będzie należała nie do USA, ale raczej do jego wierzycieli i innych państw. Widząc jak dłużnik celowo osłabia własną walutę, mogą uznać to, zupełnie słusznie, za akt wrogiego działania i bronić się przyjmując np. euro, jako walutę podstawową w rozliczeniach handlowych. To spowodowałoby oczywiście dalszą deprecjację dolara, izolując w pewien sposób, niesolidnego partera, dla którego w tym momencie import stałby się koszmarnie drogi. Trzeba pamiętać, że deficyt handlowy USA już obecnie jest bardzo wysoki. To oczywiście rozwiązanie nieco samobójcze dla wierzycieli, bo w ich interesie leżałaby wcześniejsza wymiana dolarów na inne waluty. Dla głównych eksporterów, mogłaby to być jednak forma nacisku, aby renegocjować umowy i aby długi zostały przez USA spłacone, może właśnie w złocie, bo w euro raczej nie...

Wg ubiegłorocznego raportu Petera Schiffa z Euro Pacific Capital, który można znaleźć tutaj: http://financialsense.com/fsu/editorials/schiff/2008/0627b.html rezerwy obcych walut w USA były na poziomie 75 mld, a więc niższe niż w Polsce (77 mld), trudno przypuszczać, aby się nagle zwiększyły. Jak pokazuje historia, na końcu każdego dużego kryzysu jest zwykle jakaś wojna. Trudno sobie jednak dziś wyobrazić, że wierzyciele zaatakowaliby Stany Zjednoczone, tak więc realną groźbą jest jedynie dalsze pogorszenie wewnętrznego stanu państwa i znacząca zmiana jego roli politycznej na świecie.

Na ostatnim szczycie państw grupy G8 – (w skład grupy wchodzą: Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Włochy, Japonia, Kanada, Stany Zjednoczone i Rosja) Minister Finansów Kanady Jim Flaherty stwierdził, że opinia o poszukiwaniu waluty, która miałaby zastąpić dolara jest złym pomysłem i należy stabilizować gospodarkę światową w oparciu o dotychczasową walutę. Nie wiadomo czy to tylko zasłona dymna, czy rzeczywiście rząd Kanady pokłada nadzieję w tym, że sytuacja dolara ulegnie poprawie.

Wypchnięcie waluty amerykańskiej ze światowych rynków mogłoby mieć o tyle pozytywny skutek dla samej Ameryki, że zamiast importować, mogłaby zacząć produkować, a więc powrócić do tego, co tworzyło potęgę USA. Powrót do parytetu złota, odłączenie się od zewnętrznego "strażnika" jakim jest FED, mogłoby prowadzić do kompletnego uzdrowienia finansów. Pewnie też okazałoby się, że wprowadzenie nowej waluty, przy jednoczesnym obniżeniu podatków oraz kosztów państwa (rezygnacja z obsługi zadłużenia zagranicznego pozwoliłaby zredukować koszty co najmniej o te kilkanaście bilionów), znów wyprowadziłoby federację "na prostą", o ile oczywiście nie doszłoby wcześniej do kolejnej secesji...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz